ZANZIBAR- Kiwengwa Village

Po przerwie sylwestrowo-noworocznej wracamy do postowania.

W samego Sylwestra wybraliśmy się na spacer do lokalnej wsi- Kiwengwa Village. Mała wioska zamieszkała przez około 200 osób. Początkowo odważyliśmy się tylko na spacer główną ulicą, ale już  tam przyczepił się do nas sprzedawca owoców i zaoferował oprowadzenie nas po wsi. Nie odmówiliśmy choć strach był.

Pierwszym przystankiem był dom przed którym kobieta robiła warokoczyki na głowie swojej kilkuletniej córeczki. Oczywiście Moses zaraz zaproponował mi tę samą usługę i zaraz zjawiła się inna pani  z chaty naprzeciwko z paczką sztucznych włosów do przedłużania. Ja nie mogę się doczekać kiedy odrosną mi włosy więc oferta była kusząca a cena pewnie jeszcze bardziej, ale jakoś się powstrzymałam od takich fryzjerskich eksperymentów. Więc podziękowałam za włosy ale zabrałam ze sobą w dalszy spacer mała dziewczynkę o imieniu Maria.

Szliśmy dalej w głąb wioski pomiędzy nędznymi chatami, uliczkami pełnymi śmieci. Moses pokazał nam wiejski pub gdzie mieszkańcy imprezują, pokazał nam katolicki kościół- taki jak z filmu dokumentalnego o Afryce. W międzyczasie doczepił się do nas kolejny jakiś lokalny ‘rzep’ który obstawiał tyły.

Na koniec zatrzymaliśmy się w jakimś rogu z trzema chatami z których nie przestawali wylewać się ludzie i każdy chciał kasę. Zrobiło się mocno niebezpiecznie kiedy już otoczyli nas sporą grupką i ciągnęli za ręce. Moses dał hasło do szybkiej ewakuacji i tak też zrobiliśmy.

Wróciliśmy znów do głównej drogi i w ramach podziękowania wybraliśmy się z naszymi ochroniarzami do pubu na piwo. Ah przy drodze przyczepił się jeszcze trzeci więc towarzystwo na kolejkę piwa było zacne. Jakoś dziwnie żaden  nich nie był muzułmanem choć Zanzibar to muzułmańska wyspa. Poszliśmy do pubu gdzie mężczyźni na ‘antycznym’ telewizorze oglądali mecz z Chelsea sprzed 8 lat.

Zapomniałam napisać we wstępie że zarówno Moses jak i nasz trzeci ochroniarz znali już sporo zwrotów po polsku. Tomasza najbardziej rozbawił „dobra dobra to jest zupa z bobra”. Ale panowie znali podstawowe zwroty grzecznościowe a także „Witamy na Zanzibarze”, „Jak się masz?”, „Super dobrze”. Od tego roku na Zanzibar są dwa bezpośrednie czartery z Polski i jest tu tylu Polaków że lokalni są już gotowi na obsługę nawet tych co nie znają angielskiego. Omar-nasz insider na wyspie, powiedział nam że ci Masajowie którzy strzegą hoteli na plaży mają tylko jeden cel- wyrwać dziewczynę. Na obecną chwilę 90% ich zdobyczy to Polki. Plaża przy której mieszkamy od wielu wielu lat jest zagospodarowana włoskimi inwestycjami i wszyscy ci Masajowie mówią po włosku. Ale chłopaki chyba szybko się uczą bo widziałam już w pierwszy dzień jedną Polkę spacerującą z Masajem i mówiąca do niego: „Jak masz na imię” a on odpowiedział „Steve”. Przy głównej drodze trafiliśmy również na polski sklep a alkoholem.

Po zaliczeniu piwa i zakupie owoców na stoisku u Mosesa wróciliśmy bezpiecznie do hotelu. A w drodze powrotnej jeszcze zatrzymaliśmy się w chacie gdzie 3 panie za „one dala” gotowe były bardzo entuzjastycznie pozować do portretów. Powiem Wam aż się boję myśleć co one mogą robić za 5 lub 10 dolców.

TDFX1115.jpgTDFX1131.jpg

TPD_7976.jpg

TPD_7970.jpg

TPD_7982.jpg

TPD_7986.jpg

TPD_7996.jpg

TPD_8006.jpg

TPD_8011.jpg

TPD_8027.jpg

TPD_8012.jpgTPD_8056.jpg

TPD_8070.jpg

TPD_8088.jpg

TPD_8123.jpg

TPD_8113.jpg

TDFX1150.jpg

TDFX1175.jpg

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s