TANZANIA – Arumeru National Park

A day with giraffes
Yesterday we were too tired to write anything and probably you were all too busy celebrating Christams Eve to read any posts, but today we are making up for it.
As you could see in the pictures, we went to a local market and that was an experience. First of all we were the only two white faces there and unfortunately we didn’t walk by unnoticed. No matter how busy the local market was, everybody paid attention to us and and we definately weren’t welcome. All the people were particularly sensitive to our cameras and didn’t want any pictures to be taken either of them or of the goods. They were selling food and lots of second-hand clothes and shoes. I was shooting ‘ from the hip’, Tomasz was a bit braver but anyway gave up quickly too. We left the market hungry for pictures and unsatisfied, but we didn’t want to risk messing with the locals.
Today, after a really good sleep, we went to Arusha National Park together with our guide. And there we started with a walk with a park ranger who took us close to buffaloes and also explained a lot about the plants on the way. Honestly speaking I am useless at plants and trees but believe it or not, I recognised a cinchona tree. Because it is the main ingredient of my shampoo;-). Well, here they used its bark to heal malaria, while in Europe we use quinine for hair loss. Anyway, the guide knew a lot and wanted to share with us more than we could take in at one go.
The guide could also recognise all kinds of poops from different animals and kept pointing to us the poo of a giraffe but we couldn’t see a single giraffe. So when we got back to our guide and our car, I told him that I don’t care what he is going to do but after all these poops, all I care for now is a giraffe. Well, mind what you wish for.
Not only did we see plenty of giraffes, but we even got stuck by one which stood in the middle of the road right in front of our jeep and didn’t want to move away. Even the sound of a roaring car engine could not make her move. So we just took out our lunchboxes and enjoyed our lunch with the tall spotted lady chewing tree leaves. It was just amazing! I can’t find words to describe it but I am sure the pictures taken by Tomasz will tell you a lot.
Dzień z żyrafami
 
Wczoraj nie mielismy juz sily zeby pisac a Wy napewno nie mieliscie czasu zeby czytac bloga w Wigilijny wieczor. Ale dzis nadrabiamy.
Jak widzieliscie na zdjeciach, wybralismy sie wczoraj na lokalny targ w pobliskiej wsi. Bylismy tam jedynymi bialymi twarzami i niestety nie pozostalismy niezauwazeni. Bez wzgledu na to jak bardzo zatloczony i ruchliwy byl przedswiateczny bazar,wszyscy zwrocili na nas uwage i dali nam odcUc ze jestesmy niechcianymi intruzami. Wszyscy byli mocno wyczuleni na obecnosc aparatu fotograficznego i nikt nie chcial abysmy robili zdjecia ludziom badz nawet ssprzedawanym towarom. A sprzedawano jedzenie i fury uzywanych ubran i butow. Ja probowalam robic fotki z biodra, Tomasz byl odwazniejszy i przykladal aparat do oka ale szybko sie poddal. Dosc szybko opuscilismy bazar z wielkim niedosytem ale mysle ze nie warto bylo zadzierac z lokalsami. Nie pomogla nawet obecnosc naszego kierowcy.
Dzis, po dobrze przespanej nocy w komfortowej Arumeru River Lodge, udalismy sie wraz z naszym przewodnikiem na wycieczke do Parku Narodowego w Arusha. Zaczelismy od dwugodzinnego spaceru ze straznikiem parkowym, ktory zabral nas bardzo blisko bawolow a ponadto przez caly slacer ciagle opowiadal o napotykanje roslinnosci. Ja jestem mega slaba w te klocki ale wyobrazcie sobie ze rozpoznalam drzewo chininowe. Tylko dlatego ze to glowny skladnik mojego szamponu;-). Tutaj uzywaja chininy do leczenia malarii a w Europie jak srodek przeciwko wyladaniu wlosow. Rozne swiaty to i problemy zdrowotne rozne. Podsumowujac, straznik chcial sie z nami podzielic wieksza iloscia faktow niz my bylismy w stanie przyjac na jeden raz. Gosc rozpoznawal rowniez zwierzece kupy i ciagle wskazywal na kupy zyrafy. No super ale ilosc kupy nie przekladala sie na ilosc zyraf. Ani jednej nie zobaczylismy podczas spaceru. Wiec jak juz wrocilismy do naszego jeepa i naszego przewodnika oznajmilam mu ze nie wiem jak on to zrobi ale ja musze zobaczyc zyrafe z bliska. Oj powiem Wam trzeba uwazac co sie mowi!
Nie tylko zobaczylismy wiele zyraf na odleglosc wyciagniecia reki, to jeszcze jedna stanela nam na srodku drogi tuz przed samochodem i nic jej nie ruszalo. Nie ploszyl jej nawet dzwiek silnika. Na pewno widzieliscie takie pocztowki z krowami i podpisem: Traffic in India, albo ze stadem owiec i podpisem: Traffic in Ireland. To my mozemy wydac pocztowke: Traffic in Tanzania. Niesamowite! Nie mogac niczym popedzic zyrafy, wyjelismy nasze jedzonko z pudelka lunchowego i zjedlismy lunch w towarzystwie wysokiej damy zujacej koncowki lodyg z drzewa. Nie znajduje slow zeby opisac ta niepowtarzalna przygode, ale zdjecia Tomasza zrobia to za mnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s