FILIPINY – Plażowanie na Panglao

Za nami pierwsza noc w klimatycznej chatce na kurzej nozce. Zdecydowanie bylo to doswiadczeniem bo nigdy jeszcze nie spalismy w lozku na swiezym powietrzu;-). Jak zerwal sie mega wiatr to z okna przyjemnie zawiewalo chlodem, ale jak juz zerwala sie nieopisanej sily ulewa to ja mialam obawy co do tego czy tej nocy nie poplyniemy z calym dobytkiem. Na szczescie nie wpadla nam ani kropla przez strzeche dachu ani przez siatkowe gorne scianki boczne. Oni chyba jednak musza wiedziec cos wiecej na temat tropikalnych ulew niz my, a na pewno to ze ten deszcz nie zacina.

Jak juz w koncu wstalismy to zalapalismy sie na organiczne sniadanko przygotowane z produktow naszej farmy: okry, baklazana, jajek i ryzu. Pierwszy raz w zyciu jedlismy okre i musze przyznac ze bardzo mi przypadla do gustu.
Po naprawde lekkim sniadanku wybralismy sie na spacer na pobliska plaze, ktorej nawet nazwy nie pamietalismy i okazala sie byc piekna, biala, obfitujaca w palmy i prawie pusta a miejscami pusta. W przeciwienstwie do przereklamowanej Alony ktora pojechalismy zobaczyc wczoraj zacheceni szerokiego zasiegu internetowym marketingiem i wrocilismy mocno rozczarowni malym rozmiarem, komercjalizacja na kazdym centymetrze kwadratowym, tlumem naciagaczy i wszechobecnym ‘syfem’.
Ah no ale nim dotarlismy na plaze, Tomasz zrobil pare portretow loklanym Filipinczykom:

 

 

 

 

Pan z kogutem trenowal go do walki. Jak sie dowiedzielismy kogut byl dosc mlody jak na wystawianie go na arene (7 miesiecy) ale na trening czas najwyzszy. Wlasciciel ptaka wytlumaczyl nam ze zbyt mlode koguty po prostu jeszcze nie ogarniaja idei zawodow i w momencie kiedy sa agresywnie atakowane uciekaja. Kogut musi miec kolo roku zeby wiedzial ze na zawodach sie walczy;-).

Bogatsi o nowe informacje z filipinskiej kultury, dotarlismy na plaze a ponizej pare obrazkow.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tuz przed zachodem slonca, kiedy byl juz bardzo duzy odplyw, mielismy okazje obserwowac lokalnych mieszkancow zbierajacych cos co przypominalo algi. Jak nam wytlumaczono i naocznie udowodniono, tutaj je sie to na surowo. Jeden z panow zbieral tez ryby, zbieral nie lowil!

 

My nie skusilismy sie na algi na surowo, ani nawet na kolorowa rybke ale mielismy swoje zdobycze z odplywu:

Juz po zmroku wrocilismy na Coco Farm i rzucilismy sie na jedzonko. Ja wzielam do picia sok z trawy cytrynowej ktory smakowal wysmienicie i pachnial cudownie ale pijac mialam nieodparte wrazenie ze pije zel po prysznic L’ Occitane z werbena;-). Wierzcie mi, ten zel pachnie identycznie, nie wiem jak smakuje;-)!

A to napoj Tomasza:
Spedzamy wieczorek na Coco Farm w towarzystwie innych gosci z USA, Kanady i Irlandii i rozumiemy co mowia a jednoczesnie mozemy swobodnie dopowiadac sobie po polsku. Jeden jezyk to jednak malo,co? 😉
Advertisements

One thought on “FILIPINY – Plażowanie na Panglao

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s