INDIA – Rajasthan

Do Dżajpuru, stolicy Radżasthanu, dotarlismy samochodem z naszym prywatnym kierowca-przewodnikiem. Odleglosc pomiedzy Delhi a Dżajpurem to jakies 270km ale indyjska autostrada zajmuje to okolo 5h. A dlaczego? Otoz, indysjka autostrada to generalnie 3 pasy po ktorych poruszaja sie w przewazajacej wiekszosci kolorowe ciezarowki, male samochody osobowe, tuk tuki, krowy samopas, stada koz z pasterzami oraz juz na terenie Radżasthanu wielblady i slonie. Ponadto co jakis czas pojawia sie motocyklista jadacy pod prad no i oczywiscie piesi. A piesi to glownie kobiety w kolorowych strojach (rozowy w modzie) niosace na glowach rozne tobolki lub wiazki galezi na opal. Przy samej autostradzie co kilka kilometrow wylania sie slamsowa osada w ktorej ludzie siedza przy drodze, pala ogniska, naprawiaja samochody, handluja owocami, wypasaja zwierzeta. Tego nie da sie opisac i nie wystarczaja nawet zdjecia, to trzeba zobaczyc ale ostrzegam: tylko dla odpornych!!! Indie to na pewno nie jest kraj dla tych ktorzy nigdy wczesniej nie byli w Azji. Na autostradzie oczywiscie nie sa przestrzegane zadne przepisy drogowe i nikt tutaj nie slyszal o kierunkowskazie.Trabia wszyscy na potege, jezdza bez prawa jazdy, hamuja nagle jak krowa wyjdzie na droge, ale niekoniecznie na widok psa. Ale dotarlismy cali, z lekko obitym zderzakiemJ, a nasz kierowca rozrywkowal nas opowiesciami. Amil wierzy w karme i ciagle powtarza ze turysta to bog dla niego, a zadawolony turysta to oznaka powracjajcej dobrej karmy. Naprawde dba o nas i ciagle pyta czy dobrze sie czujemy i czy chcemy odpoczac bo wazna jest „fres mind” (nie fresh!, fres). Lubie tez jego naduzywane „different different”J. Pamietam ze w Tajlandii wszyscy Tajowie mowili „same same” ale to niekoniecznie bylo takie samo, a jego „different different” niekoniecznie dla nas znaczy inne. Wieczorem zabral nas do wegetarianskiej jadlodajni- typowej dla lokalnych z tradycyjna kuchnia z Radżastanu- gdzie na moje pytanie czy jutro moze nas zabrac gdzies gdzie podaja mieso oburzyl sie ze tutaj miesa sie nie je, tylko kurczaki. A wiec kurczak to nie mieso wedlug niego, kurczak to kurczak. Wniosek z tego taki ze kurczak to wlasciwie cos z kuchni wegetarianskiejJ. Mielismy tez okazje towarzyszyc mu na stacji benzynowej gdzie jak nam wytlumaczyl kierowca nie moze tankowac sam bo obsluga ma specjalne przeszkolenie w tym jak oszukac klienta. Juz na poczatku licznik nigdy nie wskazuje zera a potem jeszcze oszukuje sie klienta dalej na ilosci wskazywaniej przez licznik. Z jego szacunkow wynika ze na kazdym baku 5 litrow to napiwek dla stacji. 
W samym Dżajpurze spimy w najbardziej oswietlonym hotelu w miescie- udekorowany kolorowymi lampkami z gory na dol ale sama obsluga jest krolewska, co mnie akurat krepuje, otwieraja nam drzwi, wnosza bagaze, klaniaj sie na korytarzu, etc, -jakos nie odnajduje sie w tym dobrze, ale z drugiej strony czujemy sie dopieszczeni, a w tym kraju to naprawde jest potrzebne bo wszystko co za murem hotelu to brzydota. Ale taka na ktora juz sie uodparniamy troche, mnie wraz z lepsza forma zdrowotna poprawil sie tez odbior rzeczywistosci i podejscie do tego co widze. Ale brak nam wrazen estetycznych, brak nam czegos ladnego poprostu. Dzis na bazarze wypatrzylam PIEKNY recznie robiony obrus z bialej organzy i bawelny i oczywscie kupilismy go sobie bo to byla pierwsza piekna rzecz w tym kraju. Tutaj jest egzotycznie ale brzydko i smierdzaco i brudno!! W Dżajpurze jest ‘znosniej’ niz w Delhi, mam na mysli troche mniejszy ruch i brud bardziej wiejski a nie miejski, ale wciaz jestemy bardzo z boku i jakos nie mozemy przelamac pewnej psychicznej bariery. Co nas troche dziwi bo w innych azjatyckich krajach nie mielismy takiego dystansu i szybko wchodzilismy w klimat miejsc a tu jakos sie nie da! Ale z drugiej strony jak poczuc sie komfortowo bedac otoczonym srodowiskiem ktore porownywalne jest do miejskich dworcowych bezdomnych- wygladem i zapachem. Ale nie dotyczy to naszego super przewodnika ktory ostrzega nas przed wszystkim co za szyba samochodu i dba o nasz stan ciala i ducha- fres mind and body, sir. Amil jest z Kaszmiru, dzis zabral nas do swoich Kaszmirskich braci ktorzy z dala od glownego bazaru sprzedaja oryginalna paszimine oraz inne oryginalne i cenne rekodziela. Nie wiem czy wszyscy wiecie, bo ja odkrylam dzis, ze paszimina to welna kozy uzyskana z przystrzyzenia jej futra na wysokosci szyji i brzuszka, czyli tego najdelikatniejszego. No ale nie kupilismy pasziminy ani klapek ze skory mlodego wielblada to to jakies nieetyczne wedlug nas. Ale takich ze skory starego wielblada sobie nie odmowie;-). 
Juz druga w nocy wiec jutro bedziemy kontynuowac, a poki co podsylamy  te pare linijek i fotki. 
IMG_0451.JPGIMG_0441.JPGIMG_0478.JPGIMG_0491.JPGIMG_0521.JPGIMG_0456.JPGIMG_0511.JPGIMG_0550.JPGIMG_0499.JPGIMG_0435.JPGIMG_0519.JPGIMG_0504.JPGIMG_0494.JPGIMG_0553.JPGIMG_0525.JPGIMG_0520.JPGIMG_0510.JPGIMG_0538.JPG
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s